Adam Zagajewski

Wczoraj był Światowy Dzień Poezji, tego samego dnia zmarl Adam Zagajewski.

Ten dzień
Adam Zagajewski (1945-2021)

Ten dzień, kiedy przychodzi wiadomość,
że umarł ktoś bliski, przyjaciel, albo ktoś,
kogo nie znaliśmy, tylko podziwialiśmy z daleka
– pierwsza chwila, pierwsze godziny: on albo ona już nie żyje,
to wydaje się pewne, nieuchronne, może nawet
udowodnione, ufamy (niechętnie) osobie, która nas zawiadamia
przez telefon, zrozpaczona, lub może spikerowi obojętnej
rozgłośni radiowej, jednak nie możemy w to uwierzyć,
za nic w świecie nie możemy tego przyjąć,
bo jeszcze nie umarł (dla nas), wcale nie umarł,
już go nie ma (jej), ale jeszcze nie zniknął
na zawsze, przeciwnie, jest, wydaje się, w najsilniejszym
punkcie swego istnienia, jeszcze rośnie,
chociaż już go nie ma, jeszcze mówi,
chociaż już zaniemówił, jeszcze tryumfuje,
chociaż już przegrał, przegrał walkę –z czym?
z czasem? z ciałem? – ale nie, to nieprawda, zwyciężył,
osiągnął pełnię, największą pełnię możliwą,
jest tak pełny, tak wielki, wspaniały, że nie mieści się
w życiu, rozsadza kruche naczynie życia,
góruje nad żyjącymi, jakby był uczyniony
z innego materiału, z najtwardszego brązu,
a jednocześnie zaczynamy się domyślać,
boimy się, zgadujemy, wiemy,
że zaraz nadejdzie cisza
i bezsilny płacz.